10 kwietnia z pewnością przejdzie do historii Polski jako najtragiczniejszy dzień nie tylko roku, ale całej dekady. Od lat tego typu tragedia nie miała miejsca w naszym kraju – do dziś; głowa państwa, prezydent Lech Kaczyński wraz z żoną Marią poniósł tragiczną śmierć w wyniku rozbicia się prezydenckiego samolotu, którym wraz z resztą „śmietanki” politycznej, duchownej, wojskowej leciał na obchodzi 70 rocznicy sławetnego Katynia; Tupolew, bo tak nazywał się ów feralny samolot, rozbił się dziś o godzinie 8:56 czasu polskiego niedaleko lotniska w Smoleńsku. Oprócz prezydenta i jego żony śmierć ponieśli także politycy, księża, całe dowództwo polskiego wojska. Na pokładzie znajdowało się 88 osób; niestety, nikomu nie udało się wyjść cało z katastrofy.

Na tę wiadomość cała Europa wstrzymała oddech; prezydent, którego kadencja właśnie dobiegała końca sam jednocześnie zakończył swój żywot i prezydenturę. Człowiek lubiany i znienawidzony – wyśmiewany i chwalony; dziś wszystkie słowa rzucane pod jego adresem przez posłów, marszałków, senatorów, byłych prezydentów nie mają większego znaczenia; w obliczu śmierci tak ważnej dla Polski osoby jedyne co pozostaje nam zrobić, to zażegnać wszystkie nasze uprzedzenia co do osoby byłego już Prezydenta i współczuć rodzinom tragicznie zmarłych Polaków, bez których kolejne obrady Sejmu, Senatu nie będą już takie same, a Orędzie nigdy więcej nie zostanie wygłoszone przez tę samą Głowę Państwa.
Kennedy też był świetnym prezydentem i zginął. Kaczyński też jest od czasów Piłsudskiego najlepszym prezydentem i także zginął. Co za świat.